Pola – dobrze urodzona :)

24 marca 2013 w warszawskim Domu Narodzin przyszła na świat Pola:) Poniżej historia porodowa napisana przez Mamę Poli:) Zapraszam do lektury!:)

 

Pola

 

O tym, ze nie będę rodzic w szpitalu wiedziałam już zanim zaszłam w ciążę. Warszawski Dom Narodzin wydawał się odpowiednim miejscem do tego, aby w warunkach naturalnych urodzić dziecko.

Chciałam urodzić w pełni naturalnie, w domowych warunkach, bez asysty lekarza a jedynie z zaufaną położną, bez oksytocyny, która przyspiesza poród w momencie, gdy organizm nie jest jeszcze na to gotowy, bez znieczuleń i rutynowego nacięcia krocza. Absolutnie naturalnie.

Poród zaczął się niestandardowo, od odejścia części wód płodowych. Właściwie nie odeszły, tylko w nocy, z soboty na niedziele 24.03 zaczęły się sączyć. Tak to jest, że jak wody zaczną się sączyć, to dziecko powinno urodzić się w przeciągu 24 godzin. Byłam więc dość ograniczona czasowo, a skurcze wcale się nie pojawiały.

Położna, która zgodziła się uczestniczyć w naszym porodzie, Kasia Grzybowska (zawodowo genialna położna, prywatnie niezwykle sympatyczna i ciepła osoba) zaleciła, aby na spokojnie przyjechać do szpitala świętej Zofii koło południa. Tak też zrobiliśmy, a w międzyczasie zdążyła do nas dojechać moja dobra koleżanka Helena, która jest doulą i która również miała uczestniczyć w tym wydarzeniu.

Na izbie przyjęć przeszłam wszelkie niezbędne badania, których wynik pozwolił mi się zakwalifikować do porodu w domu narodzin (morfologia, KTG, badanie czystości wód płodowych). Kiedy już otrzymałam pozwolenie na poród w wybranym miejscu, przyjechała Kasia i razem udaliśmy się do Domu Narodzin.

Rodziłam w pokoju, który nazywa się Rzym – jego wystrój nawiązuje do tego miasta. Był to spory, przytulny i ciepły pokój, z dużym łóżkiem, szafami, łóżeczkiem dla dziecka, workiem sako, piłką, drabinką i wielką wanną oraz oddzielną, przestronną toaletą. To wszystko pozwoliło mi poczuć się niezwykle pewnie przed tym jakże trudnym wydarzeniem.

Poród rozkręcał się dość wolno, ale wszystko szło po naszej myśli. Aby organizm sam wyprodukował hormon, który odpowiedzialny jest za skurcze macicy, Helena wraz z moim mężem robili mi masaże, uciskając odpowiednie punkty na ciele. W międzyczasie chodziłam, bujałam sie na piłce, kucałam przy drabinkach, jednym słowem robiłam to na co miałam ochotę. Piłam także wodę, jadłam migdały i żułam dużo gumy miętowej, ponieważ rozluźnione szczęki powodują także rozluźnienie mięśni macicy ( to absolutna prawda!!!).

Co godzinkę wpadała do naszego pokoju położna Kasia żeby specjalnym aparacikiem, który na chwile przykładała do mojego brzucha sprawdzić, jak ma się dziecko oraz aby ocenić postęp porodu. Za każdym razem postęp był co dodawało mi jeszcze więcej pewności, że jestem w stanie urodzić absolutnie sama, bez tych całych “szpitalnych atrakcji”.

W pewnym momencie, gdy skurcze były już dość silne poczułam, że chcę wejść do wanny. Mąż napuścił mi letniej wody i był za mną tak, że mogłam się o niego swobodnie oprzeć. Helena poszła po Kasię bo wiedziałam, że finał jest już blisko. Jednym z największych celów mojego porodu było urodzić bez nacięcia krocza (jakże bolesnego w gojeniu). Skurcze parte były bardzo bolesne, uczucie “rozrywania ciała na kawałki” bez nacięcia jest niestety większe, ale opłacało się – po kilku minutach dziecko urodziło się bez problemu, a ja jedynie miałam malutkie pęknięcie, którego w ogóle nie czułam.
O 22:50 Pola urodziła się do wody a następnie od razu trafiła w moje ręce. To niesamowite, ale to prawda co piszą w mądrych książkach o porodzie – dziecko “dobrze urodzone” nie płacze!!! Pola jedynie lekko odezwała się dając znać, że żyje, a następnie w absolutnej ciszy leżała grzecznie w moich ramionach. Poleżałyśmy tak chwile obie w tej wannie, a następnie przeniosłyśmy się do łóżka. Kasia zbadała mnie, założyła malutki szew, którego w ogóle nie czułam, pomogła urodzić łożysko, które szczęśliwie wyszło w całości. W tym czasie ja cały czas trzymałam małą, była ze mną, mogłam ją sobie dokładnie obejrzeć, nakarmić, a ona mogła czuć moje ciało. Dopiero po 2 godzinach bezpośredniego kontaktu Kasia wzięła małą do ważenia i mierzenia – to były jedyne badania na ten moment. Później została ubrana, ja się wykąpałam i koło godziny 1 w nocy zostaliśmy w pokoju zupełnie sami – My i nasze nowiuśkie, dwugodzinne dziecko.

Wyszliśmy z Domu Narodzin następnego dnia po południu, w 17 godzinie życia Poli. Szkoda mi było bardzo opuszczać mury tego magicznego miejsca, ale cieszyłam się, że mogę od razu po porodzie wyjść do domu.

Teraz, kiedy to piszę, Pola ma 7 dni i śpi sobie grzecznie w chuście na moim brzuchu. Jak przystało na  “dobrze urodzoną” prawie w ogóle nie płacze, jest niezwykle grzecznym dzieckiem (przynajmniej na razie). Nie wiem na ile to prawda co przeczytałam w jednej książce – że dobry poród wpływa na całe życie dziecka, ale jeśli tak, to Pola nie mogła mieć lepszego startu po tej stronie brzucha. I tylko mi szkoda że jej starsza siostra nie miała takiej możliwości.

Polecam Dom Narodzin wszystkim, którzy chcą urodzić w pełni naturalnie, którzy chcą aby ich dziecko mogło w swoim rytmie i bez szpitalnego przyspieszania przyjść na świat. I dziękuję Ci Kasiu za magiczny poród. Nigdy nie pomyślałam, że może to być tak pozytywnie silne przeżycie !!!!!!!!

 

A tutaj Helena Doula z małą dobrze urodzoną Polą:)

Helena Doula z Polą

 

 

1 Comment

  1. z tego wszystkiego wynika,że dzieci urodzone m.in. przez cesarkę (bo poród naturalny zagrażał zdrowi lub życiu matki czy dziecka) są gorsze – bo źle urodzone ? co za bzdura – ja urodziłam córeczkę, przez cesarkę po nieudanym wywołaniu porodu -lekarze położylimi ją na brzuchu zaraz po porodzie – a po 15 minutach – po zaszyciu rany – już razem leżałyśmy na oddziale – na zwykłej 5cio osobowej szpitalnej sali pooperacyjnej, bez żadnych wynajętych, dopłacanych jednoosobowych vsalek (co dla mnie jest też niezbyt sprawiedliwe – bo lepsze warunki ma ten to zapłaci) Mała wtulila się we mnie, w ogóle nie płakała, 2 pierwsze doby budziła się tylko na jedzenie, po zrobieniu kupki,albo “popatrzeć” chwilę na otoczenie. Ma teraz 9,5 miesiąca – jest bardzo grzeczna – śpi całe noce bez podjadania, i to już od 4go miesiąca. Rozwija się książkowo, jest bardzo towarzyska. A ina dodatek tego wszystkiego złego- karmiłam jątylko 3 mce -bomimo usilnych prób – nie miałam pokarmu.

    Bardzo przykro czytać o klasyfikowaniu dzieci na te lepsze i gorsze już od urodzenia. Że te “dobrze urodzone” mają lepsze życie, a pozostałe gorsze -kompletna bzdura – to jakie będzie nasze dziecko – zależy od nas – od tego ile damymu miłości i na jakiego człowieka je wychowamy – a poród opisany powyżej pozwala poprostu mieć matce przyjemne wspomnienia z tego, co działo się przed przyjściem maluszka na świat – to co dzieje siępóźniejw życiu naszych dzieci – zależy odrodziców- niezależnie od tego czy są one “dobrze” , czy “źle” urodzone.

Comments are closed.